czwartek, 30 kwietnia 2020

Beltane - majowe święto wiosny

Dzisiaj przed nami bardzo szczególna noc - majowe święto czarownic. W różnych miejscach w Europie miało swoje lokalne nazwy. Floralia były rzymskim świętem na część bogini Flory. Anglia ma swój May Day z majowym słupem, dookoła którego odbywają się tańce. Germańska Noc Walpurgi, mimo chrześcijańskiej obecnie nazwy, ma swoje korzenie w sabatach czarownic na górze Brocken i z niej wywodzi się fińskie Vappu.

Najbardziej znane we współczesnym pogańskim świecie jest irlandzkie Beltane / Beltaine (obchodzone też w Szkocji, Walii i na Wyspie Man). Ludy gaelickie obchodziły 4 duże święta, poza Beltane były to: Samhain, Imbolc i Lughnasad. To one, razem z przesileniami i równonocami stanowią Koło Roku, którego współcześnie używamy w Wicca oraz innych ścieżkach. Beltane i Samhain wyznaczały jasną i ciemną połowę roku. 1 maja zaczynało się więc lato. Dzień wcześniej bydło, które na lato zmieniało pastwiska, brało udział w rytualnym oczyszczaniu, przepędzane między rozpalonymi na tę okazję ogniskami. Było to podstawą celebracji tego święta: ochrona zwierząt, plonów i ludzi - dym z ogniska miał szczególnie magiczne znaczenie. Wszystkiemu towarzyszyły tańce, kolorowe dekoracje z kwiatów i ucztowanie - pamiętano też przy tym o lokalnych duchach, które tego dnia (podobnie jak przy Samhain) były szczególnie widoczne. Odwiedzano też święte studnie z darami. Oraz okoliczne lasy - w końcu było to też święto płodności.

W naszym klimacie oraz na północy Europy, gdzie ciepło robi się trochę później, do Beltane najbardziej podobne są obchody przesilenia letniego. Noc Kupały jest świętem miłości, ognia i wody. Niezależnie od nazwy jest to po prostu święto wiosny, wywodzące się z dawnych rytuałów płodności odprawianych dla ziemi i ludzi. O lokalnych zwyczajach i historycznym znaczeniu możecie poczytać w wielu bardziej odpowiednich do tego miejscach. Ja napiszę o tym święcie z trochę innej strony.

Lubię patrzeć na koło roku jak na odzwierciedlenie tego, co dzieje się w naturze. Mimo, że powstało bardzo wiele mitów, na temat poszczególnych świąt i całego koła, dla mnie nadal najbardziej istotna jest jego esencja. Dlaczego majowa Bogini i majowy Bóg, jako młodzi kochankowie łączą się ze sobą właśnie teraz? Wystarczy wejść do lasu. Ptaki odbywają tańce godowe i szukają materiału na gniazda. Wilcze nory za chwilę wypełnią się szczeniętami. Drzewa kwitną, pszczoły uwijają się przy kwiatach. Cała natura celebruje życie. 

Co roku świętuję w trochę inny sposób. Czasem jest to mała celebracja z najbliższymi, a czasem duży festiwal, na którym kilkadziesiąt osób tańczy przy ogniu i wspólnie świętuje. W tym roku jest jeszcze inaczej. Większość z nas jest z daleka od swoich bliskich - dotyczy to też czarownic. Nie chcemy rozpalać ognia - mimo, że spadło już trochę deszczu, to dalej jest bardzo sucho. Dla mnie w tym roku szczególnie istotny jest aspekt wody. To nie pora na oczyszczanie w ogniu. Ten czas nadejdzie - mam nadzieję - na letnie przesilenie. Teraz płodność ziemi zależy od wody, a od ziemi zależymy my. Taniec człowieka i przyrody to taniec wzajemnych powiązań - jednak ona bez nas przetrwa, nie mam wątpliwości. My bez niej nie.

Co możemy więc zrobić dzisiaj - podczas tej magicznej nocy, albo w najbliższych dniach, żeby połączyć się z tym momentem Koła Roku? Żeby poczuć majowe święto wiosny, mimo szczególnych okoliczności panujących teraz dookoła? Może przemówi do Was coś, z poniższych propozycji.

Idź na spacer. 
Dzisiaj, jutro, kiedy znajdziesz przestrzeń i czas. Posłuchaj, rozejrzyj się. Stań lub usiądź w spokojnym miejscu, zamknij oczy i poczuj. Jestem fanką rytuałów na zewnątrz, ale nie każdy i nie zawsze ma taką możliwość, szczególnie teraz. Po prostu idź. Spróbuj po swojemu połączyć się z tym co dzieje się w przyrodzie. Poczuj ziemię. Dotnij kory.

Ja lubię spacery z intencją - podczas sabatów często tą intencją jest po prostu połączenie się ze światem, takie dostrojenie, które często się gubi w codzienności. Możesz też mieć w sobie pytanie - natura nieodmiennie dostarcza mi ciekawych odpowiedzi. Może właśnie spadnie deszcz? Może zobaczysz rosnący księżyc i jaśniejącą Wenus? Może przefrunie obok Ciebie ptak, niosąc w dziobie materiał na gniazdo?

Może znajdziesz coś, co chcesz (i możesz) wziąć ze sobą do domu? Położyć to w swoim domowym miejscu mocy? TUTAJ możesz poczytać o domowych miejscach mocy, jeśli nie masz takiego, to może właśnie teraz warto je stworzyć? Jeżeli lubisz - przygotuj ołtarz udekorowany symbolami wiosennego czasu.




Zapal ogień - w domu.
Zapal płomień świecy i zrób taką celebrację na jaką masz w sobie gotowość. Możesz odprawić krótki rytuał. Możesz zatańczyć w wybranej intencji. Możesz zastanowić się, czym jest dla Ciebie esencja tego święta.

Słowa, które z nim się kojarzą to: miłość, płodność, ochrona, oczyszczanie, połączenie, wiosna. Jak odnajdujesz je w sobie teraz? Możesz pomedytować nad nimi - czym dla ciebie są teraz. Tekst o medytacji znajdziesz TUTAJ. Niektóre słowa i pojęcia mogą powodować trudne emocje - jeśli tak się zdarzy, przyjmij je łagodnie, bez oceny - płyną jak woda, może muszą przepłynąć, żeby coś się oczyściło?

Jeśli chcesz, zajrzyj do zeszłorocznej medytacji o Księżycu Traw, dostępnej TUTAJ.  Jakby to było wzrastać do słońca?

Celebruj miłość.
Czymkolwiek ona dla ciebie teraz jest.

niedziela, 26 kwietnia 2020

Domowe miejsca mocy

Podstawowym miejscem mocy jest dla mnie natura. Bycie w lesie, nad wodą, na łące, w górach czy na bezdrożach powoduje mój powrót do równowagi i poczucie łączności.  Prawdziwa celebracja koła roku dzieje się u mnie tylko wtedy, kiedy czuję wszystkie zmiany fizycznie - czy jest to letnie, gorące słońce, zapach ziemi po deszczu, wiatr przed wiosenną burzą, mróz, dotyk trawy, ręce brudne od ziemi albo stopy zanurzone w chłodnej wodzie jeziora. Ale przecież nie zawsze mogę być na zewnątrz.

Co jeśli się tak nie da?


Nawet w czasach innych niż obecne, nie każdy i nie zawsze ma możliwość bycia w naturze tyle, ile potrzebuje. Możemy mieszkać w mieszkaniu w środku dużego miasta i do najbliższego lasu mieć daleko. Możemy mieć małe dzieci, trudny projekt w pracy, ograniczenia sprawności ruchowej albo inne przeszkody, na które nie zawsze mamy wpływ. Przestrzenią, w której jesteśmy najczęściej jest nasz dom lub mieszkanie. I to jest miejsce, które powinno być naszą bezpieczną przestrzenią, kotwicą i strefą połączenia z tym co dla nas najważniejsze. W praktyce jednak rzadko tak bywa. Powody są różne. Mieszkanie może być wynajmowane, możemy mieć współlokatorów, rodzinę, zwierzęta lub niewielki wpływ na własną przestrzeń. Warto jednak, nawet jeśli mamy do dyspozycji niewiele, przygotować sobie chociaż małą strefę, która będzie naszym miejscem łączności z duchowością, kontaktu ze sobą, z Bogami i wszystkim co dla nas ważne. Miejscem, które przypomni nam o sobie - tym, kim naprawdę jesteśmy, niezależnie od społecznych i życiowych ról, które mamy w codzienności.

Domowe miejsce mocy - czym jest?


Często nazywamy je ołtarzem, dobrze więc wrócić do znaczenia tego słowa. Najprościej mówiąc, było to miejsce składania ofiar. W najdawniejszych czasach był to taki punkt w krajobrazie, który miał szczególne znaczenie i moc dla mieszkających tam ludzi: potężne drzewo, źródło rzeki, wzgórze, które stało się świętym. Pierwsze plemiona łowieckie składały dary duchom upolowanych zwierząt, które stawały się ich patronami i opiekunami. Pojawiły się ołtarze dla Matki Ziemi, dającej plony i bogate zbiory. Z czasem bogowie i boginie stali się bardziej osobowi. Poza głównym miejscem wspólnych ceremonii duchowych, ołtarze zaczęły być obecne w chatach, rody miały swoje własne duchy opiekuńcze i czciły pamięć swoich przodków. Ołtarze były miejscem składania darów, próśb i podziękowań. Stały się miejscem łączności, więzi i zatrzymania. I tym są dla nas, dzisiaj.

Magiczne domy


Być może znacie takie miejsca. Wiele moich znajomych czarownic i innych pogańskich dusz mieszka w magicznych domach. W kuchni pod sufitem suszą się zioła, zebrane wcześniej z przydomowego ogródka. Psy i koty cieszą się wolnością. Obrazy na ścianach przenoszą nas w inne miejsca i czas. Jest dużo roślin. Tu i ówdzie stoją figurki bogów i bogiń, symbole zwierząt i dary natury. W rogu stoi miotła, używana czasem do zamiatania, a czasem do bardziej magicznych celów. W kominku pali się domowy ogień, a w ogrodzie, bezpieczny, szklany lampion z ogniem dla przodków.

Tak, prawdziwie magiczne miejsca. Czuję się w nich świetnie.. i za każdym razem trochę im zazdroszczę. Prawdę mówiąc, czasem też czuję się sfrustrowana. Że nie mam domu i ogrodu, ziół pod dachem i kominka. Nie mam nawet kota! I co teraz? No cóż, radzę sobie. Kiedyś będę mieć taki dom.

Bywało różnie. We wczesnej dorosłości mieszkałam z rodzicami. Nie mieli pojęcia o mojej pogańskiej ścieżce.  Ja sama jeszcze jej nie nazywałam. Przynosiłam do domu różne piórka, patyczki i kamyki, zwoziłam je z różnych wędrówek i wypraw. Przypominały mi o tym co mnie karmi i daje energię, nawet jeśli nie umiałam tego wtedy nazwać. Najpierw były wszędzie, potem zyskały specjalne miejsce na stoliku, który wcześniej należał do mojej babci. Czułam, że to odpowiednie miejsce. Ten stolik zmieniał ze mną miejsce zamieszkania przez następnych kilkanaście lat. Był moim ołtarzem. A raczej stawał się nim, w miarę jak ja stawiałam kolejne kroki na moich duchowych ścieżkach. Teraz takich miejsc w domu mamy kilka. Skąd się wzięły? No właśnie. Zanim opiszę różne rodzaje ołtarzy, jakie można mieć, zadam Wam jedno pytanie, które sama zadaje sobie, robiąc jakąkolwiek duchową rzecz (no dobra, czasem go sobie nie zadaję, ale wtedy wszystko trwa dłużej).

PO CO?


To bardzo ważne pytanie. Po co chcesz mieć ołtarz? Nie ma złych odpowiedzi. Ale Twoja odpowiedź na to pytanie pokaże Ci wiele. Odkryje też kolejne pytania. Ale warto je sobie zadawać, bo ołtarz przede wszystkim ma działać dla Ciebie. Może go wcale nie potrzebujesz? To też jest ok.

Czym ma być Twój ołtarz? 

Twoim codziennym przypomnieniem o tym, kim jesteś? Miejscem powitania i pożegnania dnia, Bogów? Miejscem wyrażania intencji, składania darów, celebracji zmieniających się pór roku? Ochrony domu? Miejscem Twojej łączności z Ziemią? Wszystkim po trochu? Jaka ma być jego funkcja? Jeden ołtarz czy może kilka?

Jaki ma być twój ołtarz?

Osobisty, wspólny, rodzinny? Mały czy duży? Stały czy przenośny? Ukryty czy całkiem widoczny? Kto Cię odwiedza? Rodzina, sąsiedzi, współlokatorzy, przypadkowi znajomi? Co chcesz pokazać światu, a co tylko sobie lub najbliższym? Czy masz koty albo małe dzieci? Ile masz miejsca? Czy możesz decydować o przestrzeni domowej bez konsultacji z innymi? Co musisz wziąć pod uwagę?

Co chcesz tam robić?

Usiąść/stanąć rano lub wieczorem i poczuć siebie w świecie? Tańczyć w jakiejś intencji? Medytować? Palić domowy ogień codziennie? Robić rytuał przy nim raz na kilka tygodni? Pisac w skupieniu? Składać dary? Czy ma być tylko dekoracją, która cieszy ciebie i twoich bliskich? Czy masz czas o niego dbać (ach ten kurz zbierający się na piórkach i kamykach...)?

Dobrze. To idźmy dalej.

RODZAJE OŁTARZY


To nie jest żadna oficjalna klasyfikacja. Kiedy myślałam o tym, jak opisać różne ołtarze, wybrałam kategorie, które mogą pokazać ich różne funkcje i dodałam do tego trochę moich przemyśleń i historii. Czasem ołtarz jest mieszanką kilku funkcji. Można tez nie mieć żadnego i prowadzić bardzo udane duchowe życie. Ale może poczujecie, że warto.


Ołtarz funkcjonalny

To taka mała osobista świątynia. Jest tam wszystko, czego potrzebujemy. Symbole ważne dla naszej duchowości, figurki - jeśli je lubimy, świece, dary. Można powiedzieć, że jest uniwersalny: jest to jedno miejsce w domu czy mieszkaniu, które na czas rytuałów może być dodatkowo dekorowane, stawiamy na nim potrzebne naczynia czy narzędzia. Taki był przez lata mój stolik, ten od babci. Lubię to, że się zmieniał, bo nie ma jednej recepty na domowe miejsce mocy. Był też niewielki, stał w moim pokoju, na uboczu, blisko biurka, na którym pisałam swoje kolejne dzienniki wiedźmy. Nikomu nie wolno było go sprzątać, ani nawet dotykać! Leżące na nim przedmioty mogły być po prostu darami natury. Wynajmowane mieszkania i zmiany mu nie zaszkodziły. Kiedy miałam już swoje mieszkanie rozrósł się do znacznych rozmiarów i dalej zmienia się razem ze mną. Teraz jest to moje osobiste, codzienne miejsce połączenia z Ziemią, moimi zwierzętami mocy i żywiołami. Przy nim zaczynam dzień, przy nim medytuję zapalając płomień świecy, przy nim tańczę w różnych intencjach. Ono też staje się ołtarzem do pracy podczas rytuałów.




Ołtarz domowy lub rodzinny

Kiedy mieszkamy z innymi osobami, którym nasza ścieżka duchowa jest bliska (chociaż trochę) możemy mieć wspólne domowe miejsce mocy. W odróżnieniu od osobistych i rytualnych ołtarzy to miejsce, które u nas w domu jest w głównym pokoju, do którego zawsze wchodzą goście. To miejsce, w którym mieszkają nasze domowe duchy, tam dzielimy się z nimi tym co lubią (a nasze mają swoje ulubione przysmaki i znają się na nalewkach), tam zawsze pali się ogień. 

Był czas, że kładliśmy tam wszystkie ważne znaleziska ze spacerów - znacie to uczucie, kiedy wszystkie patyczki są ważne? Bo to przecież smok albo runa Algiz. A kamień? Oczywiście, że to żółw albo wieloryb, znak na ten czas dla mnie. O, kolejne fajne pióro! I tak gromadziliśmy to wszystko długi czas, aż życie rodzinne pokazało, że można mieć albo mały domowy ołtarz, z ogniem i darami, który działa i żyje albo, no cóż, dużo zakurzonych gałązek, kamieni i piór.

W pokoju naszego dziecka też już jest ołtarz (na wyraźne, własne życzenia), z ważnymi symbolami. Czasem są tam też ważne bajkowe postacie - to zawsze dla mnie mądre przypomnienie, że ołtarz ma działać DLA NAS, a nie dla jakiejś ogólnej idei.

W innych miejscach w naszym domu są obrazy, muszle, miseczki - wiemy, co dla nas znaczą i dzięki temu w każdym pomieszczeniu mamy małe przypomnienie o tym, kim jesteśmy. Moja kuchnia może jest za mała na zioła wiszące pod sufitem, ale słoiczki na przyprawy, zioła na półkach i stojący tam moździerz przypominają mi, że to też miejsce kuchennej magii. 




Ołtarz dla przodków

Wszyscy mamy swoje korzenie - chociaż nie wszyscy je znamy, bywa i tak. Przodkowie mogą być naszą rodziną, albo ważnymi dla nas duchowo osobami z przeszłości. Czasem może to być jakaś ważna dla nas grupa etniczna. Wreszcie mogą to być konkretne osoby z naszego rodu. Jeżeli czujemy potrzebę więzi z nimi - stale albo okazjonalnie, na przykład w okolicy Święta Przodków (czyli Samhain/Dziadów) - możemy przygotować miejsce i dla nich. Jak zawsze liczy się intencja. Na takim ołtarzu mogą znaleźć się ich zdjęcia, dary, przedmioty, z nimi związane, na przykład zdjęcie babci czy pradziadka, może coś, co od nich dostaliśmy, albo wiemy, że do nich należało, korale, nóż, tabakierka. Do tego kwiaty, jedzenie, nalewka, którą szczególnie lubili. Ołtarza dla przodków nie polecam ustawiać w sypialni - w końcu to nasze prywatne miejsce, prawda?




Ołtarz przenośny

Bywa tak, że nie możemy mieć takiego miejsca na stałe w domu, z różnych powodów. Wówczas dobrym rozwiązaniem jest mała skrzyneczka/koszyk, w którym zgromadzimy ważne dla nas przedmioty. Kiedy potrzebujemy poczuć się bliżej naszej duchowości, za zamkniętymi drzwiami rozkładamy je przed sobą, a po skończonej pracy chowamy z powrotem. Czasem też możemy przed naszym małym osobistym ołtarzem rozłożyć więcej rzeczy, których akurat potrzebujemy.

Mimo, że mam swoje stałe miejsca, to często wyjeżdżam i lubię brać kawałek miejsca mocy ze sobą. Bywało więc tak, że najważniejsze dla mnie rzeczy były ze mną na drugim końcu świata. W pokoju, w którym mieszkałam, układałam je blisko łóżka. Oczywiście często wracałam z czymś, co znalazłam lokalnie i domowy ołtarz powiększał się.

Na zlotach pogańskich, które organizowaliśmy, zawsze tworzyliśmy choćby niewielki ołtarz - albo w głównej sali (jeżeli mieliśmy ja do wyłącznej dyspozycji) albo chociaż w naszym pokoju. Były tam instrumenty, figurki, kadzidła. Nasi znajomi nauczyli się, że są takie półki, na które nie można odkładać telefonów...

Jeżeli mamy taką możliwość to możemy przynieść symbol tego, co dla nas ważne do pracy. Ołtarz służbowy? Nie, ale lubię myśleć, że jestem tym, kim jestem, niezależnie od tego gdzie jestem i co robię. To może być coś niewielkiego i zupełnie symbolicznego. Nawet kubek z odpowiednim przesłaniem.




Ołtarz w konkretnym celu

Ołtarze mogą powstawać na czas, kiedy są nam szczególnie potrzebne, w intencji, która jest z jakiegoś powodu teraz ważna. Może to być miejsce połączenia z konkretnym bogiem lub boginią. Może być to ołtarz dla zwierzęcia mocy, z którym czujemy lub chcemy poczuć większą więź. Może być to ołtarz wody, ognia, powietrza lub ziemi. Wreszcie może być to miejsce wyrażenia konkretnej intencji. Powinny się tam znaleźć odpowiednie dary i symbole, które uruchamiają nasze połączenie z tematyką ołtarza.



Ołtarz na balkonie

Jeżeli Twoje mieszkanie ma balkon (albo jeśli masz  taras i ogród - ale wtedy ogólnie masz dużo więcej możliwości), Twoje miejsce mocy może znaleźć się i tam. Ma to dużo plusów - będąc tam, jesteś jednocześnie na zewnątrz, czujesz świat wszystkimi zmysłami. Możesz zapalić świecę patrząc na gwiazdy i księżyc, możesz czuć na twarzy wiatr lub słońce, kiedy wyrażasz swoją intencję, albo kiedy po prostu witasz się ze światem. Oczywiście tak naprawdę nie potrzebujesz do tego ołtarza, ale lubimy symbole i rytuały. Łączą nas wtedy z czymś większym. Taki ołtarz też może być udekorowany sezonowymi darami natury (i może tam te wszystkie patyczki i kamienie nie będą się tak kurzyć...)


Ołtarz "książkowy"

Chwilę się zastanawiałam czy wrzucać tutaj taką grafikę, ale zdecydowałam, że tak, bo w końcu to jest coś, co najczęściej się pojawia, kiedy wpisujemy w wyszukiwarkę zapytanie o pogański/wiccański/czarowniczy ołtarz w dowolnym języku. Najczęściej rysunek lub zdjęcie opatrzone jest opisem, mówiącym "musisz zgromadzić następujące rzeczy". Otóż, nic nie musisz. Możesz, jeśli chcesz. Jeżeli wiesz, że będziesz robić rytuał i używać takich, a nie innych narzędzi, albo po prostu je lubisz, to tak, twój ołtarz może tak wyglądać.

Tradycje czarownicze, w tym Wicca, mają oczywiście swoje narzędzia - nie znaczy to jednak, że domowy, codzienny ołtarz wygląda jak poniżej. Ponadto, to jak ustawiony jest ołtarz, co się na nim znajduje i w którym miejscu, jakich używa się kolorów czy symboli (i dlaczego), bardzo zależy już od danej linii czy grupy. Do własnej praktyki zdecydowanie warto używać tego, co ma dla nas sens w danej chwili. Czarownice, które znam (i ja także), często używają innych narzędzi pracując z grupą, gdzie musimy się umówić na pewną wspólną symbolikę i sposób działania, a innych (lub żadnych) pracując samemu, albo tylko przy niektórych okazjach.




Jeżeli miałabym podsumować funkcję ołtarza jednym zdaniem, byłoby to "żeby działał". Dla mnie oznacza to, miejsce, które pracuje razem ze mną. Poprzez nie buduję swoje połączenie ze światem. Zapalam ogień, piekę ciastka w darze, podlewam stojące wokół rośliny. Ołtarz to dla mnie żywe miejsce. To przestrzeń, którą lubię i o którą dbam - więc jest na tyle prosta, żeby brak czasu nie powodował poczucia winy. Bo przypomina o połączeniu, które przede wszystkim powinno dawać radość. Dlatego, jeśli decydujesz się na domowe miejsce mocy, niech będzie ono naprawdę Twoje. 





wtorek, 7 kwietnia 2020

Księżyc Przebudzenia

Dziś w nocy pełnia. W tym cyklu księżyc nazywany jest Księżycem Przebudzenia. Zawsze kiedy myślę o nazwach, staram się odnieść to, co dzieje się w naturze, do tego co żywe jest akurat we mnie. Teraz punkt odniesienia jest jeszcze bardziej odczuwalny. W zależności od tego, jak na to spojrzeć, świat albo właśnie się budzi, albo przeżywa swój największy koszmar.

Przebudzenie. Awakening. Jak to jest dla ciebie?

Dla mnie to taki stan, w którym jeszcze do końca nie wiesz co jest prawdziwe. Masz zamknięte oczy. Przytłumione zmysły otwierają się na pierwsze bodźce. Coś słyszysz, ale nie jesteś pewien czy to jeszcze sen, czy już rzeczywistość. Która rzeczywistość? Światło wpada pod przymrużone powieki. To blask słońca? A może nocna lampka, przy której bezwiednie zasnąłeś i obudziłeś się w środku nocy? Jesteś przez chwilę w czasie poza czasem. Powoli zaczynasz rozumieć, że coś się zmienia. Że świat, w którym byłeś przed chwilą powoli przestaje istnieć. Czy wróci? Czy będzie taki sam kolejnej nocy?

Otwierasz oczy. Świadomość nowego dnia przychodzi do ciebie powoli. Już wiesz, że jesteś gdzie indziej. Jak ci tu będzie? Co wniesiesz do tego dnia? Co wniesiesz do nowego świata?

Wszystko zmienia się na naszych oczach tak bardzo, że trudno złapać równowagę. W czasie pomiędzy snem, a kolejnym snem, pomiędzy nocą a dniem gubi się rytm, a czasem gubi się sens. Nie wiemy czy już obudziliśmy się, czy ciągle jeszcze bronimy się przed nowym, które dopiero przyjdzie. Warto wtedy wrócić do siebie. Do swojego wewnętrznego Mądrego Opiekuna / Mądrej Opiekunki. Która Widziała i Która Wie. Warto zwrócić się do tego co jest naszym punktem zaczepienia. Do ziemi pod stopami, która daje oparcie. Iść przez czas snu i zbierać znaki. I obudzić się w lepszej rzeczywistości - w takiej, w której mamy odwagę być blisko siebie i wnosić do świata to, z czym tu przybyliśmy.

Taki jest dla mnie ten księżyc.






piątek, 20 marca 2020

Czas Równowagi - opowieść z medytacją

To miał być zupełnie inny wpis, kiedy myślałam o nim kilka tygodni temu. Myślałam, że napiszę Wam o tym, co możemy zostawić w ciemnym czasie zimy, z jednocześnie malejącym księżycem. O tym, że ten cykl to Księżyc Śmierci - trudny, przedwiosenny czas, w którym szanse na przeżycie mają nie wszyscy i nie wszystko. Można więc magicznie zostawić to, czego już nie chcemy nieść do jasnego czasu. W tym roku jednak ten cykl jest bardzo dosłowny. Nie symboliczny, ale całkiem realny.

Jak wszyscy wokół mierzę się z różnymi emocjami i próbuję zrozumieć to, co się dzieje. Dałam sobie kilka dni na poczucie - gdzie jestem, co czuję, co mogę dać. Internetowy świat podpowiada nam teraz co robić, a każdy mierzy się z innymi wyzwaniami. Żeby znaleźć równowagę chodzę codziennie do lasu i na łąki. Ptaki bardzo czują już wiosnę - ich głosami wypełniony jest cały las. Liście dalej są szare i suche, ale soczysta zielona trawa pojawia się już tu i ówdzie. Przychodzi zmiana. Większa, niż zazwyczaj. Jesteśmy w samym jej środku. Tym razem czujemy to wszyscy.

Zmiany budzą lęk - mniejszy lub większy. Teraz, na naszych oczach świat zatrzymał się. Zostaliśmy zmuszeni do wciśnięcia pauzy. Jesteśmy w czasie Pomiędzy Czasem, obserwujemy i czekamy. Szukamy wytłumaczenia, bo umysł nie lubi braku kontroli. Nie możemy nic zaplanować. Wszystko jest odwołane. Ale cyklu koła roku i zmian, które ze sobą niesie nie da się odwołać. Wiosna nadchodzi, niezależnie od tego gdzie jesteśmy i co robimy. Możemy usłyszeć to o wiele wyraźniej. W przymusowym odcięciu od zewnętrznego świata możemy usłyszeć i zobaczyć o wiele więcej.

W moich spacerach i medytacjach przyszła do mnie opowieść, którą chcę się z Wami podzielić. Możecie potraktować ją jako własną medytację (zajrzyj do tekstu o medytacjach TUTAJ), albo posłuchać jej jak opowieści przy ognisku.

OPOWIEŚĆ O CZASIE RÓWNOWAGI


Old Earth (źródło: Pixabay)


Idziesz wąską ścieżką przez wczesnowiosenny las. Jest późne popołudnie, słońce delikatnie prześwieca przez bezlistne korony drzew. W lesie jest cicho, słyszysz tylko szelest zimowych, suchych liści pod twoimi stopami. Nie ma tam nikogo oprócz ciebie. Nie wiesz dokąd doprowadzi cię ścieżka, ale wiesz, że masz nią iść.

Po jakimś czasie docierasz na niewielką polanę. Znajdująca się tuż przed tobą połowa polany pogrążona jest w cieniu. Rosnące z tej strony drzewa zdają się zasłaniać słońce. Trawa zakryta jest poszarzałymi liśćmi. Spoglądasz dalej i widzisz, że druga połowa polany zalana jest słonecznym blaskiem. Trawa na tej części zieleni się i widzisz rosnące gdzieniegdzie fioletowe i żółte kwiaty. Jasna część przyciąga cię. Podchodzisz do środka polany. Masz wrażenie, że jesteś na granicy - zimy i wiosny, ciemności i światła. Stoisz tak chwilę, zastanawiając się co zrobić.

W pewnej chwili z ciemnej części lasu dobiega cię dźwięk kroków. Słyszysz szelest liści i ciężki oddech podchodzącej postaci. Cofasz się w stronę drzew, bo wydaje ci się, że ktoś może potrzebować pomocy. Kiedy postać wychodzi z lasu, widzisz, że to starsza kobieta, otulona płaszczem. Kaptur częściowo ukrywa jej twarz. Jest zmęczona, może chora, więc podchodzisz do niej, żeby jej pomóc. Kobieta nie patrząc na ciebie przyjmuje twoją wyciągniętą dłoń, opiera się na twoim przedramieniu i razem przechodzicie kilka kroków w stronę środka polany.

Kobieta zdejmuje kaptur i podnosi głowę, patrząc ci prosto w oczy. Trudno ci powiedzieć ile ma lat, choć rysy jej twarzy pokazują, że przeżyła już wiele. Bije z niej mądrość, ale zauważasz też w jej spojrzeniu coś innego. Złość. Strach. Zmęczenie. Widzisz też, że trudno jej oddychać. Stoicie na przeciwko siebie. Kobieta dotyka twojego ramienia i zaczynasz rozumieć. A potem słyszysz jej słowa. Brzmią jak pieśń wieloryba, wycie wilka, krzyk jastrzębia, odgłos grzmotu i huk wodospadu. Opowiada ci swoją historię.

***

Przeżyła wiele. Pamięta jak rodziły się góry i powstawały oceany. Pamięta zwierzęta, których już nie ma. Pamięta tańce przy ogniu i figurki, które rzeźbiono na jej cześć przez tysiąclecia. Pamięta wszystkie swoje dzieci, które patrząc w gwiazdy prosiły ją o wsparcie. Pamięta dary składane jej w podziękowaniu. Pamięta więź i równowagę w odwiecznym cyklu dawania i brania, życia i śmierci.

Aż w końcu coś się zmieniło. Najpierw niemal niezauważalnie. A potem coraz wyraźniej. Jej dzieci zapominały o niej. Zapominały też o równowadze, biorąc coraz więcej i więcej. Zatruwały rzeki i morza. Zabijały dla przyjemności, a nie z głodu i konieczności. Wdarły się w każdy skrawek ziemi. A ona patrzyła z miłością i rosnącą bezradnością.

Nie wszystkie dzieci zapomniały. W wielu miejscach na świecie, dla garstki osób dalej była ważna. Byli jej strażnikami. Czerpała z tego siłę i nadzieję. Widziała jak próbują bronić jej płuc, które płonęły. Jak bezskutecznie oczyszczają jej morza. Przychodziła do nich w snach, przynosząc wieści. Pojawiała się w opowieściach przy ogniu i w zwoływanych kręgach. Ale zajęty swoim rozwojem świat nie chciał słuchać jej Strażników. Ich głos był zbyt słaby, a ona nie miała już siły go wzmocnić.

Schowana w jaskini, ukrytej w środku góry, płakała od wielu dni. Jej łzy płynęły, a z nimi jej strach i złość. Przenikały do płynących pod ziemią wód. Niosły ze sobą jej bezsilność i wyczerpanie i rozprzestrzeniły się w całym świecie, zatrzymując go. Nie planowała tego. Nie miała w sobie chęci zemsty. Czuła ból swój i swoich dzieci. Wszystkie istoty na ziemi usłyszały jej przejmującą opowieść. I odpowiedziały na nią po swojemu.

***

Kobieta patrzy na ciebie. Jej opowieść poruszyła cię do szpiku kości. Bardzo chcesz jej pomóc, ale nie wiesz jak. Kiedy pytasz ją o to, odpowiada:

- Jesteś Dzieckiem Ziemi. Wiesz co robić. Posłuchaj swojego serca i słuchaj go od teraz ZAWSZE. Znajdź w sobie połączenie i pielęgnuj je każdego dnia. A kiedy już je odnajdziesz, znajdź inne Dzieci, które o mnie pamiętają. Szukajcie połączenia i szukajcie równowagi. Znajdziecie mnie w płatkach kwiatów i kroplach deszczu, w blasku ognia i powiewach wiatru. A ja dam wam radość i wolność.

Słuchasz jej słów i starasz się je zapamiętać, żeby kierowały tobą w twoich dalszych krokach. Ona, jakby czytając ci w myślach, mówi: nie musisz pamiętać moich słów. Wystarczy, że je poczujesz. Chodź.

Bierze cię za rękę i razem podchodzicie na sam środek polany. Stoicie w cieniu, przed sobą mając jasność i zieleń. Patrzycie na siebie. Widzisz w jej oczach ulgę i wdzięczność. Ona w twoich nadzieję i spokój. Razem robicie krok naprzód i wkraczacie w słoneczny blask.

Masz wrażenie, że wszystkie twoje zmysły zaczęły działać ze zdwojoną siłą. Do twoich uszu dobiega głośny i wesoły śpiew ptaków. Czujesz woń kwitnących kwiatów i ciepło słońca na twarzy. Wszystko żyje i cieszy się. Spoglądasz na kobietę, która wciąż trzyma cię za rękę. Jej twarz zmieniła się. Dalej dostrzegasz w jej oczach mądrość i doświadczenie, ale rysy jej twarzy złagodniały i wygładziły się. Uśmiecha się do ciebie, a ty czujesz ten uśmiech całą swoją duszą.

Rozglądacie się po tej części polany. To zupełnie inny świat. Wśród rosnących na jasnym skraju drzew dostrzegasz niewielkie leśne jezioro. Podchodzicie do niego. Kobieta patrzy na ciebie i mówi:

- Woda oczyszcza i uzdrawia. Jeśli chcesz, zanurz się w niej i zostaw to, co chcesz zostawić.

Zastanawiasz się chwilę nad jej słowami. Co chcesz zostawić za sobą? Co ci już nie służy?

Z ufnością wchodzisz do wody. Jest przyjemnie chłodna i bardzo czysta. Kobieta obok ciebie robi to samo. Zanurzacie się w podwodny świat. Kobieta daje ci znak, że możesz swobodnie oddychać, nawet pod powierzchnią. Woda daje ci poczucie wolności i radości. Masz wrażenie, że jesteś w samym sercu ziemi, w pradawnym oceanie, z którego możesz wynurzyć się w dowolnym miejscu na świecie.

Po jakimś czasie czasie kobieta bierze cię za rękę i płyniecie w górę. Kiedy się wynurzacie dostrzegasz, że jesteście w innym miejscu. Stoicie przy źródle wypływającym ze skały, które tworzy niewielką rzekę - to z niej wchodzicie do tego świata. Rozglądasz się wokół. Źródło znajduje się na zboczu góry. Wydaje ci się znajoma. Jakby na potwierdzenie twoich myśli, kobieta mówi:

- To dawne święte wzgórze. Kiedyś przychodziły tu wszystkie moje Dzieci. Do dziś niektóre z nich wchodzą na jej szczyt, rozpalają ogień i witają się ze strzegącym jej niedźwiedziem. Chodźmy.

Powoli podchodzicie pod górę. Mijacie skały, które miejscami tworzą większa skupiska. Przed samym szczytem widzisz coś w rodzaju obronnego wału. Przechodzicie przez niego z łatwością, choć masz wrażenie, że nie każdy może zostać tu wpuszczony. Wreszcie docieracie na szczyt. Z zamyślenia wyrywa cię głośny ryk. Podnosisz głowę i widzisz jak twoja towarzyszka otula ramionami wielkiego niedźwiedzia. Odwraca się do ciebie i mówi:

- Oto strażnik świętej góry. To sprzymierzeniec wszystkich moich Dzieci. Możesz zadać mu pytanie. Zawsze będzie tu na ciebie czekał.

Patrzysz w jego ciemne oczy, w których odbija się cały świat. Masz w sobie wiele pytań, ale wybierasz to, które jest na teraz najważniejsze. Niedźwiedź przekazuje ci to, co masz usłyszeć. Wiesz, że zawsze możesz do niego wrócić i obiecujesz sobie, że następnym razem przyniesiesz dla niego dar. Dziękujesz mu za jego mądrość i opiekę.

Żegnacie się z Niedźwiedziem i schodzicie w stronę źródła. Kiedy stajecie na brzegu leśnej rzeki, kobieta mówi:

- Woda jest bramą do wielu światów. Nasza podróż niedługo dobiegnie końca, ale pamiętaj, że możesz tu wrócić. Możesz też dostać się na morski brzeg. Żółwie i wieloryby są Twoimi braćmi, tak jak i inne ziemskie istoty. Mogą przekazać ci ważne wiadomości, jeżeli tylko będziesz słuchać.

Dziękujesz jej za te słowa. Zanurzacie się w wodzie i po krótkim czasie wracacie do leśnego jeziora. Słońce chyli się ku zachodowi. Na środku polany dostrzegasz rozpalone ognisko. Siadacie przy nim, ogrzewając się. Wpatrując się w płomienie przypominasz sobie wszystko, co się wydarzyło.

Kiedy ogień dogasa, wiesz, że pora wracać. Wstajesz i podchodzisz do kobiety. Ona mocno przytula cię i w tej krótkiej chwili czujesz połączenie ze wszystkim na świecie. Dziękujesz jej za wszystko. Patrząc na nią wiesz, że coś się w niej zmieniło. Że to doświadczenie przyniosło równowagę nie tylko tobie, ale także jej. Żegnacie się i odchodzisz w stronę lasu, oświetlonego blaskiem wschodzącego księżyca.

Wracasz.


20 marca 2020 r.
Annelie

sobota, 1 lutego 2020

Ogień Bogini Brigid

Imbolc zawsze było moim ulubionym świętem, zwłaszcza kiedy miałam okazję spędzać je w Irlandii. Dla każdego ten dzień jest trochę o czymś innym. Dla jednych to pierwsze święto wiosny, czas powracającego ciepła i zieleni. Dla innych święto świec. A jeszcze dla innych święto Bogini Brigid. Co roku jest trochę inaczej. 6 lat temu w TYM WPISIE pisałam o zimie, mrozie i ziemi, która przechowuje w sobie życie. Dzisiaj nie ma ani śniegu, ani mrozu. Spędziłam dziś w lesie kilka godzin i nie był to ani zimowy ani wiosenny las. Patrzyłam na powalone pnie, zielony mech, bezlistne gałęzie. Nie zima, ale jeszcze nie wiosna. Wróciłam więc do wspomnień, czym zawsze było dla mnie to święto. Zawsze było związane ze światłem i z Boginią Brigid.

Brigid to opiekunka. Przynosi uzdrowienie, daje płomień życia i iskrę twórczości. Stare studnie, których jest patronką, teraz jako święta Brygida, można znaleźć w wielu miejscach na wyspach brytyjskich. Jedno święto Imbolc spędzaliśmy razem z kowenem właśnie przy takiej studni.



Dzisiaj najbardziej przywołuję jej płomień. Zapalę świecę, która zapaliłam kilka lat temu od ognia, płonącego przy studni. Wiem, czym ten ogień będzie dla mnie. Wiem, co ma mi przypomnieć i co we mnie obudzić. Są także rzeczy, których nie wiem i o które zapytam - jak co roku, wpatrując się w misę z wodą, w której płoną małe, unoszące się na wodzie świeczki.

W czasie kiedy wszystko się zmienia, muszę zaufać sobie. Patrzeć w ogień i zaufać światu.

Dobrego Imbolc.










czwartek, 23 stycznia 2020

Sabaty i esbaty w 2020 roku

Znajdziecie tu daty świąt obchodzonych przez czarownice: 8 sabatów oraz nowiów i pełni księżyca wraz z ich nazwami w linii Silver Circle.

Sabaty w 2020 roku:   


Imbolc1 lutego 2020
Równonoc wiosenna20 marca 2020, 4:50
Beltane30 kwietnia 2020
Przesilenie letnie20 czerwca 2020, 23:44
Lughnasadh31 lipca 2020
Równonoc jesienna22 września 2020, 15:31
Samhain31 października 2020
Przesilenie zimowe / Yule 21 grudnia 2020, 11:02

Esbaty w 2020 roku: 


Nazwa cyklu

Nów

Pełnia


Księżyc Lodu

  Czw, 26 grudnia, 6:13

  Pt, 10 stycznia, 20:21
Śnieżny Księżyc  Pt, 24 stycznia, 22:42  Nie, 9 lutego, 08:33
Księżyc Śmierci  Nie, 23 lutego, 16:32  Pon, 9 marca, 18:48
Księżyc Przebudzenia  Wt, 24 marca, 10:28  Śr, 8 kwietnia, 04:35
Księżyc Traw  Czw, 23 kwietnia, 04:26  Czw, 7 maja, 12:45
Księżyc Zasiewów  Pt, 22 maja, 19:39  Pt, 5 czerwca, 21:12
Księżyc Róż   Nie, 21 czerwca, 08:41  Nie, 5 lipca, 06:44
Księżyc Błyskawic  Pon, 20 lipca, 19:33  Pon, 3 sierpnia, 17:59
Księżyc Zbiorów  Śr, 19 sierpnia, 04:42  Śr, 2 września, 07:22
Księżyc Łowów  Czw, 17 września, 13:00  Czw, 1 października, 23:05
Księżyc Krwi  Pt, 16 października, 21:31  Sb, 31 października, 15:49
Księżyc Drzew  Nie, 15 listopada, 06:07  Pon, 30 listopada, 10:30
Księżyc Długiej Nocy   Pon, 14 grudnia, 17:16  Śr, 30 grudnia, 04:28



Jeśli chcesz dowiedzieć się jak pracujemy z cyklami księżyca w naszej linii, przeczytaj TEN TEKST.









środa, 1 stycznia 2020

Muzeum Roku, Który Minął - medytacja na Nowy Rok.

GBG - A year and a day. Tak nazywa się kalendarz, wydawany co roku przez amerykańskie czarownice. GBG to inicjały: Geralda Brosseau Gardnera. Można go kupić na stronie: www.GBGcalendar.com

Z okazji nowego roku pojawiła się na fanpage'u wydawnictwa niewielka grafika, z medytacją noworoczną. Tłumaczę ją dla Was, bo myślę, że jest wspaniałym magicznym uzupełnieniem wszelkich podsumowań i planów.

* * *

"Rok i jeden dzień" uczy nas, że kiedy jedna podróż się kończy, inna się zaczyna.

Wyobraź sobie, że otwierasz drzwi, aby wejść do starego muzeum: Muzeum Roku, Który Minął - ostatnich 12 miesięcy, przez które właśnie przebyłeś.

Wybierz jeden z korytarzy. Wzdłuż jego ścian znajdują się wystawy z eksponatami, obrazującymi i wyjaśniającymi to, co spotkało Cię w 2019 roku. Czy któraś z nich jest bardziej widoczna? Czy pokazuje jakąś szczególną lekcję?

Kiedy idziesz korytarzem, zauważ widniejące tam znaki i teksty koło każdego z eksponatów.

Na samym końcu korytarza widzisz bardzo ciekawy przedmiot. Jest to para okularów, ukształtowana z cyfr 2020. Zera to szkła okularów. Zakładasz je. Pozwalasz oczom przystosować się do nich i podążasz dalej nowym skrzydłem korytarza.

Każda wystawa, którą mijasz, zawiera w sobie obrazy roku, który ma nadejść. Jeden lub więcej eksponatów na miesiąc, albo na porę roku. Przyjrzyj im się. Zauważ szczegóły, światło, symbole, napisy. Być może dźwięki lub głosy.

Spędź tam tyle czasu, ile potrzebujesz. To muzeum jest zawsze otwarte. Kiedy zobaczyłeś już wszystko co miałeś zobaczyć, zdejmij okulary i wróć tą samą drogą wzdłuż korytarza a następnie przez drzwi.

Zapamiętaj to, co zobaczyłeś, uslyszaleś i poczułeś. Pamiętaj, że możesz powrócić tu kiedy tylko chcesz...

* * *