poniedziałek, 1 lutego 2021

Imbolc

Za oknem jest biało, termometr wskazuje minus 5 stopni. Ptaki tulą się do siebie na gałęziach dawno bezlistnych już drzew.  Śnieg skrzypi pod nogami, słońce przebija się przez mróz, przynosząc miłe ciepło. 

Na wyspach brytyjskich spod śniegu wydostają się główki pierwszych kwiatów: krokusów i przebiśniegów. Owce zaczynają karmić mlekiem swoje nowo narodzone jagnięta. Oimelc - mleko owiec staje się symbolem tego czasu. Czasu powracającego światła, ciepła i życia.

Czasu, który na naszej ziemi dopiero nadejdzie, więc ja nie świętuję dziś wiosny.

Bo czarownice żyją tu i teraz. Wicca to religia związana z ziemią i jej cyklami. To nie religia księgi. To celebracja Natury, takiej jaka jest. To dostrojenie, harmonia i otwarcie na zmiany jakie ze sobą niesie. Czarownica i Natura są nierozłączne.

U nas króluje zima, długo wyczekiwana, więc wcale nie chcę jej jeszcze pożegnać. Mimo, że kilka razy byłam na początku lutego w Irlandii i bez wątpienia czułam w tym czasie tchnienie wiosny, to tym razem celebruję środek zimy. Czas, w którym niedźwiedź przewraca się na drugi bok. Jest to jednak dla mnie zawsze czas początku. Czas powrotu światła, którego obietnicę dostaliśmy celebrując Zimowe Przesilenie. 

Imbolc. I mbolg - in the belly - w brzuchu. Tam właśnie teraz jest nowe życie - w brzuchu Matki Ziemi. Narodzi się, kiedy przyjdzie wiosna. Teraz schowane jest pod ziemią, bo natura nie zna pustki i próżni. To, czego jeszcze nie widać, kiełkuje i rośnie. Zasiane z ubiegłorocznym deszczem i słońcem czeka na Wyjście z Podziemi. Siła, która inicjuje wzrost, rozwój i płodność działa cały czas, nawet wtedy, kiedy wydaje nam się, że zima nigdy się skończy. 

Imbolc to czas nadziei. Że nowo narodzone, delikatne i kruche życie przetrwa. Że owce będą miały wystarczająco dużo mleka. Że maleńkie, kiełkujące roślinki nie zginą pod padającym śniegiem. Że to, co w nas rośnie, nabierze mocy, by z wiosną narodzić się już naprawdę. Imbolc to początek. Wejście w Nowy Czas. Dla wielu czarownic to właśnie jest prawdziwy Nowy Rok. Po trudnych miesiącach ciemnej połowy roku to czas na pierwszy oddech. Zostawienie tego co stare, powitanie tego, co nowe.

Na północnym zachodzie Europy zimowa Bogini Cailleach ustępuje miejsca Brigid. Na naszych ziemiach Marzanna odejdzie dużo później. Przez ogień i wodę żegnamy stare i witamy nowe. 

To także czas powracającego światła. Czas Ognia. Dawno temu nasi przodkowie właśnie teraz palili gromnice. Płomień świecy dawał ochronę, a krąg światła przynosił nadzieję, że długa zima kiedyś się skończy. 

Zapalmy zatem świecę dla Bogów. Dla siebie. Za Nowy Początek - czymkolwiek on dla nas nie jest.


Źródło: Johan Sjolander / Getty Images









czwartek, 28 stycznia 2021

Pełnia Śnieżnego Księżyca

Pierwsza pełnia tego roku to u nas w tradycji pełnia Śnieżnego Księżyca. Rano było prawie całkiem zielono, a od kilku godzin sypie śnieg, przykrywając wszystko białą warstwą. Jesteśmy w samym środku zimy. 

Jak to jest dla ciebie? Co przynosi ci ta biel? 

Mnie przynosi przestrzeń, dystans i spokój. Jest coś kojącego w porach roku, które rzeczywiście nadchodzą, zmieniają się, czasem przeplatają, ale wyznaczają cykliczność koła roku. Biała zima przynosi ciszę i akceptację. Za oknami dzieje się historia i na bardzo wiele spraw nie mamy wpływu. Między rezygnacją i walką jest coś jeszcze - ta nasza wewnętrzna przestrzeń, na którą wpływ mamy zawsze. Kiedy w ciemności i ciszy słyszę padający śnieg, jestem częścią wielkiego świata. Dzieckiem Ziemi, które słucha jej serca. Mimo mrozu czuję się otulona tą bielą. Chroni mnie tak, jak białe, grube futro chroni niedźwiedzia polarnego. Pozwala zaszyć się na chwilę w tej przestrzeni, w której jestem tylko ja i spadające płatki śniegu - każdy inny, każdy wyjątkowy. 

Śnieg jest potrzebną częścią natury. Przykrywając rośliny chroni je i nawadnia. Jak wszystko w przyrodzie - ma swój sens, a to przynosi akceptację. Mnie przynosi też radość. Łączy mnie z tą częścią, która jest na stałe wbudowana w małe dzieci i psy - śnieg to zabawa. W końcu czym byłaby duchowość bez radości? Dobrej pełni!


Źródło: Pixabay


niedziela, 3 stycznia 2021

Sabaty i esbaty w 2021 roku

Znajdziecie tu daty świąt obchodzonych przez czarownice: 8 sabatów oraz nowiów i pełni księżyca wraz z ich nazwami w linii Silver Circle.


Sabaty w 2021 roku:   


Imbolc1 lutego 2021
Równonoc wiosenna20 marca 2020, 10:37
Beltane30 kwietnia 2021
Przesilenie letnie21 czerwca 2020, 6:32
Lughnasadh/Lammas31 lipca 2021
Równonoc jesienna22 września 2020, 22:21
Samhain31 października 2021
Przesilenie zimowe / Yule 21 grudnia 2020, 16:59

Esbaty w 2021 roku: 


Nazwa cyklu

Nów

Pełnia


Śnieżny Księżyc  Śr, 13 stycznia, 06:00  Czw, 28 stycznia, 20:16
Księżyc Śmierci  Czw, 11 lutego, 20:05  Sob, 27 lutego, 9:17
Księżyc Przebudzenia  Sob, 13 marca, 11:21  Nie, 28 marca, 20:48
Księżyc Traw  Pon, 12 kwietnia, 04:30  Wt, 27 kwietnia, 05:31
Księżyc Zasiewów  Wt, 11 maja, 20:59  Śr, 26 maja, 13:13
Księżyc Róż   Czw, 10 czerwca, 12:52  Czw, 24 czerwca, 20:39
Księżyc Błyskawic  Sob, 10 lipca, 03:16  Sob, 24 lipca, 04:36
Księżyc Zbiorów  Nie, 8 sierpnia, 15:50  Nie, 22 sierpnia, 14:01
Księżyc Łowów  Wt, 7 września, 02:51  Wt, 21 września, 01:54
Księżyc Krwi  Śr, 6 października, 13:05  Śr, 20 października, 16:56
Księżyc Drzew  Czw, 4 listopada, 22:14  Pt, 19 listopada, 09:57
Księżyc Długiej Nocy   Sob, 4 grudnia, 8:43  Nie, 19 grudnia, 05:35


Poniżej grafika autorstwa Morgany i Angela, na podstawie oryginalnego kalendarza księżycowego Merlina Sythove:



Jeśli chcesz dowiedzieć się jak pracujemy z cyklami księżyca w naszej linii, przeczytaj TEN TEKST.








niedziela, 13 grudnia 2020

Lussi i zimowe Boginie - początek powrotu światła (plus pathworking w prezencie)

Dzisiaj na północy Europy zaczynają się ceremonie zimowego przesilenia. Dzień 13 grudnia określany bywa mianem "małego Yule". Wszystko za sprawą Lussi, "tej, która przynosi światło"

"Snow Queen" autorstwa Emily Balivet 

Kim jest Lussi? W zależności od źródeł, albo Świętą Łucją, ubraną na biało, z koroną świec na głowie albo znacznie starszą postacią, dawną Boginią, związaną z Dzikim Gonem, Białą Panią, Królową Zimy, niebezpieczną i groźną siostrą/odpowiedniczką znanych z innych stron Frau Holle czy Perchty. Dzisiaj w Skandynawii, zwłaszcza w Szwecji jej święto obchodzone jest powszechnie i obie tradycje są wymieszane. Demoniczna Pani, która siała postrach, stała się łagodniejsza. Jeśli spełniło się wszystkie związane z nocą Lussi zakazy i nakazy, można było liczyć na jej przychylność. Dbała o zwierzęta, przynosiła podarunki dzieciom. Przędza nie plątała się, a słońce zaczynało wracać. Dlaczego 13 grudnia? Do XVII wieku, przed wprowadzenie reformy kalendarza, to był dzień zimowego przesilenia, czyli najdłuższej nocy. Po reformie, zostało ono przesunięte na 21 grudnia. Obchody święta pozostały i są swoistym początkiem celebrowania Yule, które w mitologii nordyckiej związane jest z powrotem Bogini Słońca po czasie ciemności (tak, na północy Bogini jest słońcem, a Bóg księżycem).


"Winter Goddess" autorstwa Emily Balivet


Lubię zimowe Boginie. Są unikalne dla szeroko rozumianej naszej części Europy. Ich historie i mity są fascynujące i samo ich czytanie przenosi mnie w czasie i przestrzeni. Bogini Zimy na północy (ale nie tylko, bo także na Litwie czy Łotwie) często powiązana jest ze słońcem i reniferami. To niesamowicie ciekawe spojrzeć na to z takiej strony. Zazwyczaj są to cechy przypisywane Rogatemu Bogu. Tymczasem kult Deer Goddess (rozumianej jako Bogini Zwierząt Łownych, tych które mają rogi jak jeleń czy renifer) jest bardzo stary, wywodzi się z terenów Syberii, Skandynawii czy nawet Szkocji. 


"The Reindeer Goddess" autorstwa Judith Shaw


Przejście między ciemnością a światłem to dla mnie przejście z czasu pod ziemią do życia. Sama obserwacja tego procesu pozwala zrozumieć korzenie wielu mitów. Życie - śmierć - odrodzenie. Początek w ciemności i rozkwit do światła. Istnieje rozpowszechniony wiccański mit, o tym, że Yule to narodziny młodego Boga. Zawsze trudno mi było przyjąć takie dosłowne rozumienie. Koweny wiccańskie pracują z tym świętem w różny sposób. Dla mnie zawsze istotna jest esencja święta, to co stoi u jego korzeni. Dużo bardziej niż młodego, rodzącego się Boga, odczuwam tu energię starej, mądrej Bogini (zaznaczam, że to moje osobiste powiązanie, wynikające z szerokiego spojrzenia na mitologię europejską, w naszej linii występuje i takie i inne, Wicca to bardzo osobista ścieżka pod względem filozofii). 

Czas od dzisiaj do Przesilenia Zimowego to dobry czas na medytację, związaną z tym okresem i jego symbolami. O medytacji pisałam dużo w TYM TEKŚCIE.  Punktem wyjścia do medytacji może być słowo czy pojęcie. To co mi się kojarzy z tym czasem to: ciemność, światło, słońce, Bogini, przędza, kołowrotek, przejście, ziemia. Przygotowałam też dla Was krótki pathworking z tej okazji (Yule jest dla mnie bardzo mocno o dzieleniu się). Można go zrobić w dowolnym momencie od teraz do zimowego przesilenia. Przed rozpoczęciem koniecznie przeczytajcie wskazówki w linkowanym wyżej tekście o medytacji. Jeżeli jesteś początkujący i nigdy nie medytowałeś, potraktuj to jako zimową opowieść do przeczytania z okazji zbliżającego się Yule. 

SPOTKANIE Z ZIMOWĄ BOGINIĄ 

Zamknij oczy, kilka razy weź głęboki wdech i powoli wypuść powietrze. Poczuj jak twoje ciało rozluźnia się z każdym kolejnym wydechem. 

Przed sobą widzisz stare, drewniane drzwi. Na drzwiach w ich górnej części znajduje się symbol: słońce, wpisany w środek poroża potężnego jelenia. Decydujesz się wejść - naciskasz mosiężną klamkę i otwierasz drzwi. Przekraczasz próg i zamykasz drzwi za sobą.

Znajdujesz się na leśnej ścieżce. Jest ciemno, ale leżący w lesie śnieg sprawia, że widzisz wszystko wyraźnie. Po obu stronach ścieżki rosną wysokie i rozłożyste świerki, których gałęzie uginają się pod ciężarem śniegu. Jest zimno ale nie czujesz chłodu, masz na sobie ciepły płaszcz. Czujesz zapach iglastych drzew. Zaczynasz iść ścieżką naprzód a śnieg skrzypi pod twoimi nogami.

Nagle ścieżka skręca głębiej w las. Nie jest już szeroka, przypomina drogę wydeptaną przez leśne zwierzęta. Drzewa rosną bardzo gęsto. W pewnej chwili nie jesteś już pewien w którą stronę iść. Rozglądasz się i w oddali widzisz maleńkie światełko. Czy to ognisko? A może pochodnia? Postanawiasz iść w jego stronę. Przedzierasz się przez las, a śnieżny pył z gałęzi spada na twoją twarz. Zdajesz sobie sprawę że coraz wyraźniej czujesz zapach dymu, a światło robi się coraz jaśniejsze. Robisz jeszcze kilka kroków i wychodzisz na szeroką leśną polanę, pokrytą śniegiem. Na środku polany stoi drewniana chata. Z jej komina unosi się dym, a źródłem światła jest małe okienko, znajdujące się z prawej strony drzwi. Przez chwilę patrzysz na chatę, wahając się czy do niej wejść. Postanawiasz podejść do drzwi i zastukać do nich.

Drzwi otwiera ci niewysoka postać w czarnym płaszczu i kapturze. Nie możesz dostrzec jej twarzy. Przedstawiasz się i pytasz czy możesz wejść. Po krótkiej chwili drzwi otwierają się szerzej, światło ze środka oświetla was i widzisz, że to starsza kobieta. Zaprasza cię gestem do środka. Po środku chaty znajduje się palenisko a nad nim kocioł, w którym coś się gotuje. Na stole stoją świece. W rogu chaty dostrzegasz kołowrotek, z nawiniętą przędzą. Kobieta pyta czy chcesz się czegoś napić. Zgadzasz się, a ona nalewa ci kubek swojego wywaru. Pijesz go rozglądając się wokół. Kobieta pyta czy masz do niej jakieś pytanie. Masz w sobie wiele pytań, wybierasz jednak to, które najbardziej cię nurtuje. Ogrzewając się ciepłem ognia słuchasz tego, co ona ma ci do powiedzenia. 

(Przeznacz na tę część tyle czasu, ile potrzebujesz).

Dziękujesz kobiecie za jej słowa. Wiesz, że pora wracać. Żegnacie się i zbierasz się do wyjścia. Otwierasz drzwi i przed chatą widzisz ścieżkę, ułożoną z pochodni, prowadzącą z powrotem do lasu. Nie było ich tu wcześniej. Idziesz wzdłuż ścieżki z pochodniami, aż dochodzisz do szerokiej drogi, która cię tu przywiodła. Na środku drogi, ku swojemu zaskoczeniu, widzisz białą, kobiecą postać. Dosiada potężnego renifera. Na głowie ma koronę z 9 zapalonych, białych świec. Dostrzega cię i uśmiecha się. Powoli i dostojnie przejeżdża obok ciebie. Stoisz urzeczony jej mocą. Mija cię, a kiedy odwracasz się za nią i reniferem, ścieżka jest pusta. Jej wspomnienie zostaje jednak z tobą. Idziesz dalej drogą, aż w końcu dochodzisz do drzwi. Otwierasz drzwi, przekraczasz próg i zamykasz je za sobą.

***

Żeby jeszcze lepiej poczuć klimat, obejrzyj TĘ PIOSENKĘ Joanny Jinton.

Dobrego czasu! :)

czwartek, 30 kwietnia 2020

Beltane - majowe święto wiosny

Dzisiaj przed nami bardzo szczególna noc - majowe święto czarownic. W różnych miejscach w Europie miało swoje lokalne nazwy. Floralia były rzymskim świętem na część bogini Flory. Anglia ma swój May Day z majowym słupem, dookoła którego odbywają się tańce. Germańska Noc Walpurgi, mimo chrześcijańskiej obecnie nazwy, ma swoje korzenie w sabatach czarownic na górze Brocken i z niej wywodzi się fińskie Vappu.

Najbardziej znane we współczesnym pogańskim świecie jest irlandzkie Beltane / Beltaine (obchodzone też w Szkocji, Walii i na Wyspie Man). Ludy gaelickie obchodziły 4 duże święta, poza Beltane były to: Samhain, Imbolc i Lughnasad. To one, razem z przesileniami i równonocami stanowią Koło Roku, którego współcześnie używamy w Wicca oraz innych ścieżkach. Beltane i Samhain wyznaczały jasną i ciemną połowę roku. 1 maja zaczynało się więc lato. Dzień wcześniej bydło, które na lato zmieniało pastwiska, brało udział w rytualnym oczyszczaniu, przepędzane między rozpalonymi na tę okazję ogniskami. Było to podstawą celebracji tego święta: ochrona zwierząt, plonów i ludzi - dym z ogniska miał szczególnie magiczne znaczenie. Wszystkiemu towarzyszyły tańce, kolorowe dekoracje z kwiatów i ucztowanie - pamiętano też przy tym o lokalnych duchach, które tego dnia (podobnie jak przy Samhain) były szczególnie widoczne. Odwiedzano też święte studnie z darami. Oraz okoliczne lasy - w końcu było to też święto płodności.

W naszym klimacie oraz na północy Europy, gdzie ciepło robi się trochę później, do Beltane najbardziej podobne są obchody przesilenia letniego. Noc Kupały jest świętem miłości, ognia i wody. Niezależnie od nazwy jest to po prostu święto wiosny, wywodzące się z dawnych rytuałów płodności odprawianych dla ziemi i ludzi. O lokalnych zwyczajach i historycznym znaczeniu możecie poczytać w wielu bardziej odpowiednich do tego miejscach. Ja napiszę o tym święcie z trochę innej strony.

Lubię patrzeć na koło roku jak na odzwierciedlenie tego, co dzieje się w naturze. Mimo, że powstało bardzo wiele mitów, na temat poszczególnych świąt i całego koła, dla mnie nadal najbardziej istotna jest jego esencja. Dlaczego majowa Bogini i majowy Bóg, jako młodzi kochankowie łączą się ze sobą właśnie teraz? Wystarczy wejść do lasu. Ptaki odbywają tańce godowe i szukają materiału na gniazda. Wilcze nory za chwilę wypełnią się szczeniętami. Drzewa kwitną, pszczoły uwijają się przy kwiatach. Cała natura celebruje życie. 

Co roku świętuję w trochę inny sposób. Czasem jest to mała celebracja z najbliższymi, a czasem duży festiwal, na którym kilkadziesiąt osób tańczy przy ogniu i wspólnie świętuje. W tym roku jest jeszcze inaczej. Większość z nas jest z daleka od swoich bliskich - dotyczy to też czarownic. Nie chcemy rozpalać ognia - mimo, że spadło już trochę deszczu, to dalej jest bardzo sucho. Dla mnie w tym roku szczególnie istotny jest aspekt wody. To nie pora na oczyszczanie w ogniu. Ten czas nadejdzie - mam nadzieję - na letnie przesilenie. Teraz płodność ziemi zależy od wody, a od ziemi zależymy my. Taniec człowieka i przyrody to taniec wzajemnych powiązań - jednak ona bez nas przetrwa, nie mam wątpliwości. My bez niej nie.

Co możemy więc zrobić dzisiaj - podczas tej magicznej nocy, albo w najbliższych dniach, żeby połączyć się z tym momentem Koła Roku? Żeby poczuć majowe święto wiosny, mimo szczególnych okoliczności panujących teraz dookoła? Może przemówi do Was coś, z poniższych propozycji.

Idź na spacer. 
Dzisiaj, jutro, kiedy znajdziesz przestrzeń i czas. Posłuchaj, rozejrzyj się. Stań lub usiądź w spokojnym miejscu, zamknij oczy i poczuj. Jestem fanką rytuałów na zewnątrz, ale nie każdy i nie zawsze ma taką możliwość, szczególnie teraz. Po prostu idź. Spróbuj po swojemu połączyć się z tym co dzieje się w przyrodzie. Poczuj ziemię. Dotnij kory.

Ja lubię spacery z intencją - podczas sabatów często tą intencją jest po prostu połączenie się ze światem, takie dostrojenie, które często się gubi w codzienności. Możesz też mieć w sobie pytanie - natura nieodmiennie dostarcza mi ciekawych odpowiedzi. Może właśnie spadnie deszcz? Może zobaczysz rosnący księżyc i jaśniejącą Wenus? Może przefrunie obok Ciebie ptak, niosąc w dziobie materiał na gniazdo?

Może znajdziesz coś, co chcesz (i możesz) wziąć ze sobą do domu? Położyć to w swoim domowym miejscu mocy? TUTAJ możesz poczytać o domowych miejscach mocy, jeśli nie masz takiego, to może właśnie teraz warto je stworzyć? Jeżeli lubisz - przygotuj ołtarz udekorowany symbolami wiosennego czasu.




Zapal ogień - w domu.
Zapal płomień świecy i zrób taką celebrację na jaką masz w sobie gotowość. Możesz odprawić krótki rytuał. Możesz zatańczyć w wybranej intencji. Możesz zastanowić się, czym jest dla Ciebie esencja tego święta.

Słowa, które z nim się kojarzą to: miłość, płodność, ochrona, oczyszczanie, połączenie, wiosna. Jak odnajdujesz je w sobie teraz? Możesz pomedytować nad nimi - czym dla ciebie są teraz. Tekst o medytacji znajdziesz TUTAJ. Niektóre słowa i pojęcia mogą powodować trudne emocje - jeśli tak się zdarzy, przyjmij je łagodnie, bez oceny - płyną jak woda, może muszą przepłynąć, żeby coś się oczyściło?

Jeśli chcesz, zajrzyj do zeszłorocznej medytacji o Księżycu Traw, dostępnej TUTAJ.  Jakby to było wzrastać do słońca?

Celebruj miłość.
Czymkolwiek ona dla ciebie teraz jest.

niedziela, 26 kwietnia 2020

Domowe miejsca mocy

Podstawowym miejscem mocy jest dla mnie natura. Bycie w lesie, nad wodą, na łące, w górach czy na bezdrożach powoduje mój powrót do równowagi i poczucie łączności.  Prawdziwa celebracja koła roku dzieje się u mnie tylko wtedy, kiedy czuję wszystkie zmiany fizycznie - czy jest to letnie, gorące słońce, zapach ziemi po deszczu, wiatr przed wiosenną burzą, mróz, dotyk trawy, ręce brudne od ziemi albo stopy zanurzone w chłodnej wodzie jeziora. Ale przecież nie zawsze mogę być na zewnątrz.

Co jeśli się tak nie da?


Nawet w czasach innych niż obecne, nie każdy i nie zawsze ma możliwość bycia w naturze tyle, ile potrzebuje. Możemy mieszkać w mieszkaniu w środku dużego miasta i do najbliższego lasu mieć daleko. Możemy mieć małe dzieci, trudny projekt w pracy, ograniczenia sprawności ruchowej albo inne przeszkody, na które nie zawsze mamy wpływ. Przestrzenią, w której jesteśmy najczęściej jest nasz dom lub mieszkanie. I to jest miejsce, które powinno być naszą bezpieczną przestrzenią, kotwicą i strefą połączenia z tym co dla nas najważniejsze. W praktyce jednak rzadko tak bywa. Powody są różne. Mieszkanie może być wynajmowane, możemy mieć współlokatorów, rodzinę, zwierzęta lub niewielki wpływ na własną przestrzeń. Warto jednak, nawet jeśli mamy do dyspozycji niewiele, przygotować sobie chociaż małą strefę, która będzie naszym miejscem łączności z duchowością, kontaktu ze sobą, z Bogami i wszystkim co dla nas ważne. Miejscem, które przypomni nam o sobie - tym, kim naprawdę jesteśmy, niezależnie od społecznych i życiowych ról, które mamy w codzienności.

Domowe miejsce mocy - czym jest?


Często nazywamy je ołtarzem, dobrze więc wrócić do znaczenia tego słowa. Najprościej mówiąc, było to miejsce składania ofiar. W najdawniejszych czasach był to taki punkt w krajobrazie, który miał szczególne znaczenie i moc dla mieszkających tam ludzi: potężne drzewo, źródło rzeki, wzgórze, które stało się świętym. Pierwsze plemiona łowieckie składały dary duchom upolowanych zwierząt, które stawały się ich patronami i opiekunami. Pojawiły się ołtarze dla Matki Ziemi, dającej plony i bogate zbiory. Z czasem bogowie i boginie stali się bardziej osobowi. Poza głównym miejscem wspólnych ceremonii duchowych, ołtarze zaczęły być obecne w chatach, rody miały swoje własne duchy opiekuńcze i czciły pamięć swoich przodków. Ołtarze były miejscem składania darów, próśb i podziękowań. Stały się miejscem łączności, więzi i zatrzymania. I tym są dla nas, dzisiaj.

Magiczne domy


Być może znacie takie miejsca. Wiele moich znajomych czarownic i innych pogańskich dusz mieszka w magicznych domach. W kuchni pod sufitem suszą się zioła, zebrane wcześniej z przydomowego ogródka. Psy i koty cieszą się wolnością. Obrazy na ścianach przenoszą nas w inne miejsca i czas. Jest dużo roślin. Tu i ówdzie stoją figurki bogów i bogiń, symbole zwierząt i dary natury. W rogu stoi miotła, używana czasem do zamiatania, a czasem do bardziej magicznych celów. W kominku pali się domowy ogień, a w ogrodzie, bezpieczny, szklany lampion z ogniem dla przodków.

Tak, prawdziwie magiczne miejsca. Czuję się w nich świetnie.. i za każdym razem trochę im zazdroszczę. Prawdę mówiąc, czasem też czuję się sfrustrowana. Że nie mam domu i ogrodu, ziół pod dachem i kominka. Nie mam nawet kota! I co teraz? No cóż, radzę sobie. Kiedyś będę mieć taki dom.

Bywało różnie. We wczesnej dorosłości mieszkałam z rodzicami. Nie mieli pojęcia o mojej pogańskiej ścieżce.  Ja sama jeszcze jej nie nazywałam. Przynosiłam do domu różne piórka, patyczki i kamyki, zwoziłam je z różnych wędrówek i wypraw. Przypominały mi o tym co mnie karmi i daje energię, nawet jeśli nie umiałam tego wtedy nazwać. Najpierw były wszędzie, potem zyskały specjalne miejsce na stoliku, który wcześniej należał do mojej babci. Czułam, że to odpowiednie miejsce. Ten stolik zmieniał ze mną miejsce zamieszkania przez następnych kilkanaście lat. Był moim ołtarzem. A raczej stawał się nim, w miarę jak ja stawiałam kolejne kroki na moich duchowych ścieżkach. Teraz takich miejsc w domu mamy kilka. Skąd się wzięły? No właśnie. Zanim opiszę różne rodzaje ołtarzy, jakie można mieć, zadam Wam jedno pytanie, które sama zadaje sobie, robiąc jakąkolwiek duchową rzecz (no dobra, czasem go sobie nie zadaję, ale wtedy wszystko trwa dłużej).

PO CO?


To bardzo ważne pytanie. Po co chcesz mieć ołtarz? Nie ma złych odpowiedzi. Ale Twoja odpowiedź na to pytanie pokaże Ci wiele. Odkryje też kolejne pytania. Ale warto je sobie zadawać, bo ołtarz przede wszystkim ma działać dla Ciebie. Może go wcale nie potrzebujesz? To też jest ok.

Czym ma być Twój ołtarz? 

Twoim codziennym przypomnieniem o tym, kim jesteś? Miejscem powitania i pożegnania dnia, Bogów? Miejscem wyrażania intencji, składania darów, celebracji zmieniających się pór roku? Ochrony domu? Miejscem Twojej łączności z Ziemią? Wszystkim po trochu? Jaka ma być jego funkcja? Jeden ołtarz czy może kilka?

Jaki ma być twój ołtarz?

Osobisty, wspólny, rodzinny? Mały czy duży? Stały czy przenośny? Ukryty czy całkiem widoczny? Kto Cię odwiedza? Rodzina, sąsiedzi, współlokatorzy, przypadkowi znajomi? Co chcesz pokazać światu, a co tylko sobie lub najbliższym? Czy masz koty albo małe dzieci? Ile masz miejsca? Czy możesz decydować o przestrzeni domowej bez konsultacji z innymi? Co musisz wziąć pod uwagę?

Co chcesz tam robić?

Usiąść/stanąć rano lub wieczorem i poczuć siebie w świecie? Tańczyć w jakiejś intencji? Medytować? Palić domowy ogień codziennie? Robić rytuał przy nim raz na kilka tygodni? Pisac w skupieniu? Składać dary? Czy ma być tylko dekoracją, która cieszy ciebie i twoich bliskich? Czy masz czas o niego dbać (ach ten kurz zbierający się na piórkach i kamykach...)?

Dobrze. To idźmy dalej.

RODZAJE OŁTARZY


To nie jest żadna oficjalna klasyfikacja. Kiedy myślałam o tym, jak opisać różne ołtarze, wybrałam kategorie, które mogą pokazać ich różne funkcje i dodałam do tego trochę moich przemyśleń i historii. Czasem ołtarz jest mieszanką kilku funkcji. Można tez nie mieć żadnego i prowadzić bardzo udane duchowe życie. Ale może poczujecie, że warto.


Ołtarz funkcjonalny

To taka mała osobista świątynia. Jest tam wszystko, czego potrzebujemy. Symbole ważne dla naszej duchowości, figurki - jeśli je lubimy, świece, dary. Można powiedzieć, że jest uniwersalny: jest to jedno miejsce w domu czy mieszkaniu, które na czas rytuałów może być dodatkowo dekorowane, stawiamy na nim potrzebne naczynia czy narzędzia. Taki był przez lata mój stolik, ten od babci. Lubię to, że się zmieniał, bo nie ma jednej recepty na domowe miejsce mocy. Był też niewielki, stał w moim pokoju, na uboczu, blisko biurka, na którym pisałam swoje kolejne dzienniki wiedźmy. Nikomu nie wolno było go sprzątać, ani nawet dotykać! Leżące na nim przedmioty mogły być po prostu darami natury. Wynajmowane mieszkania i zmiany mu nie zaszkodziły. Kiedy miałam już swoje mieszkanie rozrósł się do znacznych rozmiarów i dalej zmienia się razem ze mną. Teraz jest to moje osobiste, codzienne miejsce połączenia z Ziemią, moimi zwierzętami mocy i żywiołami. Przy nim zaczynam dzień, przy nim medytuję zapalając płomień świecy, przy nim tańczę w różnych intencjach. Ono też staje się ołtarzem do pracy podczas rytuałów.




Ołtarz domowy lub rodzinny

Kiedy mieszkamy z innymi osobami, którym nasza ścieżka duchowa jest bliska (chociaż trochę) możemy mieć wspólne domowe miejsce mocy. W odróżnieniu od osobistych i rytualnych ołtarzy to miejsce, które u nas w domu jest w głównym pokoju, do którego zawsze wchodzą goście. To miejsce, w którym mieszkają nasze domowe duchy, tam dzielimy się z nimi tym co lubią (a nasze mają swoje ulubione przysmaki i znają się na nalewkach), tam zawsze pali się ogień. 

Był czas, że kładliśmy tam wszystkie ważne znaleziska ze spacerów - znacie to uczucie, kiedy wszystkie patyczki są ważne? Bo to przecież smok albo runa Algiz. A kamień? Oczywiście, że to żółw albo wieloryb, znak na ten czas dla mnie. O, kolejne fajne pióro! I tak gromadziliśmy to wszystko długi czas, aż życie rodzinne pokazało, że można mieć albo mały domowy ołtarz, z ogniem i darami, który działa i żyje albo, no cóż, dużo zakurzonych gałązek, kamieni i piór.

W pokoju naszego dziecka też już jest ołtarz (na wyraźne, własne życzenia), z ważnymi symbolami. Czasem są tam też ważne bajkowe postacie - to zawsze dla mnie mądre przypomnienie, że ołtarz ma działać DLA NAS, a nie dla jakiejś ogólnej idei.

W innych miejscach w naszym domu są obrazy, muszle, miseczki - wiemy, co dla nas znaczą i dzięki temu w każdym pomieszczeniu mamy małe przypomnienie o tym, kim jesteśmy. Moja kuchnia może jest za mała na zioła wiszące pod sufitem, ale słoiczki na przyprawy, zioła na półkach i stojący tam moździerz przypominają mi, że to też miejsce kuchennej magii. 




Ołtarz dla przodków

Wszyscy mamy swoje korzenie - chociaż nie wszyscy je znamy, bywa i tak. Przodkowie mogą być naszą rodziną, albo ważnymi dla nas duchowo osobami z przeszłości. Czasem może to być jakaś ważna dla nas grupa etniczna. Wreszcie mogą to być konkretne osoby z naszego rodu. Jeżeli czujemy potrzebę więzi z nimi - stale albo okazjonalnie, na przykład w okolicy Święta Przodków (czyli Samhain/Dziadów) - możemy przygotować miejsce i dla nich. Jak zawsze liczy się intencja. Na takim ołtarzu mogą znaleźć się ich zdjęcia, dary, przedmioty, z nimi związane, na przykład zdjęcie babci czy pradziadka, może coś, co od nich dostaliśmy, albo wiemy, że do nich należało, korale, nóż, tabakierka. Do tego kwiaty, jedzenie, nalewka, którą szczególnie lubili. Ołtarza dla przodków nie polecam ustawiać w sypialni - w końcu to nasze prywatne miejsce, prawda?




Ołtarz przenośny

Bywa tak, że nie możemy mieć takiego miejsca na stałe w domu, z różnych powodów. Wówczas dobrym rozwiązaniem jest mała skrzyneczka/koszyk, w którym zgromadzimy ważne dla nas przedmioty. Kiedy potrzebujemy poczuć się bliżej naszej duchowości, za zamkniętymi drzwiami rozkładamy je przed sobą, a po skończonej pracy chowamy z powrotem. Czasem też możemy przed naszym małym osobistym ołtarzem rozłożyć więcej rzeczy, których akurat potrzebujemy.

Mimo, że mam swoje stałe miejsca, to często wyjeżdżam i lubię brać kawałek miejsca mocy ze sobą. Bywało więc tak, że najważniejsze dla mnie rzeczy były ze mną na drugim końcu świata. W pokoju, w którym mieszkałam, układałam je blisko łóżka. Oczywiście często wracałam z czymś, co znalazłam lokalnie i domowy ołtarz powiększał się.

Na zlotach pogańskich, które organizowaliśmy, zawsze tworzyliśmy choćby niewielki ołtarz - albo w głównej sali (jeżeli mieliśmy ja do wyłącznej dyspozycji) albo chociaż w naszym pokoju. Były tam instrumenty, figurki, kadzidła. Nasi znajomi nauczyli się, że są takie półki, na które nie można odkładać telefonów...

Jeżeli mamy taką możliwość to możemy przynieść symbol tego, co dla nas ważne do pracy. Ołtarz służbowy? Nie, ale lubię myśleć, że jestem tym, kim jestem, niezależnie od tego gdzie jestem i co robię. To może być coś niewielkiego i zupełnie symbolicznego. Nawet kubek z odpowiednim przesłaniem.




Ołtarz w konkretnym celu

Ołtarze mogą powstawać na czas, kiedy są nam szczególnie potrzebne, w intencji, która jest z jakiegoś powodu teraz ważna. Może to być miejsce połączenia z konkretnym bogiem lub boginią. Może być to ołtarz dla zwierzęcia mocy, z którym czujemy lub chcemy poczuć większą więź. Może być to ołtarz wody, ognia, powietrza lub ziemi. Wreszcie może być to miejsce wyrażenia konkretnej intencji. Powinny się tam znaleźć odpowiednie dary i symbole, które uruchamiają nasze połączenie z tematyką ołtarza.



Ołtarz na balkonie

Jeżeli Twoje mieszkanie ma balkon (albo jeśli masz  taras i ogród - ale wtedy ogólnie masz dużo więcej możliwości), Twoje miejsce mocy może znaleźć się i tam. Ma to dużo plusów - będąc tam, jesteś jednocześnie na zewnątrz, czujesz świat wszystkimi zmysłami. Możesz zapalić świecę patrząc na gwiazdy i księżyc, możesz czuć na twarzy wiatr lub słońce, kiedy wyrażasz swoją intencję, albo kiedy po prostu witasz się ze światem. Oczywiście tak naprawdę nie potrzebujesz do tego ołtarza, ale lubimy symbole i rytuały. Łączą nas wtedy z czymś większym. Taki ołtarz też może być udekorowany sezonowymi darami natury (i może tam te wszystkie patyczki i kamienie nie będą się tak kurzyć...)


Ołtarz "książkowy"

Chwilę się zastanawiałam czy wrzucać tutaj taką grafikę, ale zdecydowałam, że tak, bo w końcu to jest coś, co najczęściej się pojawia, kiedy wpisujemy w wyszukiwarkę zapytanie o pogański/wiccański/czarowniczy ołtarz w dowolnym języku. Najczęściej rysunek lub zdjęcie opatrzone jest opisem, mówiącym "musisz zgromadzić następujące rzeczy". Otóż, nic nie musisz. Możesz, jeśli chcesz. Jeżeli wiesz, że będziesz robić rytuał i używać takich, a nie innych narzędzi, albo po prostu je lubisz, to tak, twój ołtarz może tak wyglądać.

Tradycje czarownicze, w tym Wicca, mają oczywiście swoje narzędzia - nie znaczy to jednak, że domowy, codzienny ołtarz wygląda jak poniżej. Ponadto, to jak ustawiony jest ołtarz, co się na nim znajduje i w którym miejscu, jakich używa się kolorów czy symboli (i dlaczego), bardzo zależy już od danej linii czy grupy. Do własnej praktyki zdecydowanie warto używać tego, co ma dla nas sens w danej chwili. Czarownice, które znam (i ja także), często używają innych narzędzi pracując z grupą, gdzie musimy się umówić na pewną wspólną symbolikę i sposób działania, a innych (lub żadnych) pracując samemu, albo tylko przy niektórych okazjach.




Jeżeli miałabym podsumować funkcję ołtarza jednym zdaniem, byłoby to "żeby działał". Dla mnie oznacza to, miejsce, które pracuje razem ze mną. Poprzez nie buduję swoje połączenie ze światem. Zapalam ogień, piekę ciastka w darze, podlewam stojące wokół rośliny. Ołtarz to dla mnie żywe miejsce. To przestrzeń, którą lubię i o którą dbam - więc jest na tyle prosta, żeby brak czasu nie powodował poczucia winy. Bo przypomina o połączeniu, które przede wszystkim powinno dawać radość. Dlatego, jeśli decydujesz się na domowe miejsce mocy, niech będzie ono naprawdę Twoje. 





wtorek, 7 kwietnia 2020

Księżyc Przebudzenia

Dziś w nocy pełnia. W tym cyklu księżyc nazywany jest Księżycem Przebudzenia. Zawsze kiedy myślę o nazwach, staram się odnieść to, co dzieje się w naturze, do tego co żywe jest akurat we mnie. Teraz punkt odniesienia jest jeszcze bardziej odczuwalny. W zależności od tego, jak na to spojrzeć, świat albo właśnie się budzi, albo przeżywa swój największy koszmar.

Przebudzenie. Awakening. Jak to jest dla ciebie?

Dla mnie to taki stan, w którym jeszcze do końca nie wiesz co jest prawdziwe. Masz zamknięte oczy. Przytłumione zmysły otwierają się na pierwsze bodźce. Coś słyszysz, ale nie jesteś pewien czy to jeszcze sen, czy już rzeczywistość. Która rzeczywistość? Światło wpada pod przymrużone powieki. To blask słońca? A może nocna lampka, przy której bezwiednie zasnąłeś i obudziłeś się w środku nocy? Jesteś przez chwilę w czasie poza czasem. Powoli zaczynasz rozumieć, że coś się zmienia. Że świat, w którym byłeś przed chwilą powoli przestaje istnieć. Czy wróci? Czy będzie taki sam kolejnej nocy?

Otwierasz oczy. Świadomość nowego dnia przychodzi do ciebie powoli. Już wiesz, że jesteś gdzie indziej. Jak ci tu będzie? Co wniesiesz do tego dnia? Co wniesiesz do nowego świata?

Wszystko zmienia się na naszych oczach tak bardzo, że trudno złapać równowagę. W czasie pomiędzy snem, a kolejnym snem, pomiędzy nocą a dniem gubi się rytm, a czasem gubi się sens. Nie wiemy czy już obudziliśmy się, czy ciągle jeszcze bronimy się przed nowym, które dopiero przyjdzie. Warto wtedy wrócić do siebie. Do swojego wewnętrznego Mądrego Opiekuna / Mądrej Opiekunki. Która Widziała i Która Wie. Warto zwrócić się do tego co jest naszym punktem zaczepienia. Do ziemi pod stopami, która daje oparcie. Iść przez czas snu i zbierać znaki. I obudzić się w lepszej rzeczywistości - w takiej, w której mamy odwagę być blisko siebie i wnosić do świata to, z czym tu przybyliśmy.

Taki jest dla mnie ten księżyc.