piątek, 21 grudnia 2018

Otuleni ciemnością

W ciemności nie widać kierunku. Nie można oszacować odległości. Nie czuć upływu czasu. Jest tylko tu i teraz, trudne, ciemne i nieokreślone. Mijają godziny, dni, tygodnie i nic się nie zmienia. Czy tak już będzie zawsze? Czy zawsze tak było? 

Taki właśnie jest Ciemny Czas. 

Po pełnym słońca i radości lecie, kolorowej jesieni, która przyniosła tyle plonów i darów, nadeszła Noc Samhain, a po niej czas szarości i czerni. Wtedy dużo trudniej być czarownicą. Ciepły wiatr nie rozwiewa włosów i nie przynosi zrozumienia, rzeka nie oczyszcza z tego co niechciane, ciepło ognia nie grzeje jak podczas październikowych wieczorów, a ziemia nie daje stabilności i spokoju. Jesteśmy wewnątrz. Wewnątrz naszych domów, biur, samochodów czy autobusów. Dzień trwa kilka godzin, które spędzamy w zamknięciu. Czarownice w 21 wieku. Aplikacja w telefonie wskazuje nam fazę księżyca, bo wieczorne spacery zamieniły się w Netflix and chill. Mamy mniej energii do działania, do planowania, zaczynania nowych projektów i wprowadzania zmian. Gdzie się podziała energia lata i słońca? Dlaczego wydaje się teraz tak nieosiągalna? Przykrywamy się kocem, pijąc korzenną herbatę i jest nam... dobrze? Bo robimy to, czego uczy nas ten czas. Zwracamy się do wewnątrz. Im bardziej z tym walczymy, tym trudniej nam to zaakceptować i przyjąć dary Nocy.

Ciemność nie jest łatwa. Ciemny Czas przynosi wiele wyzwań, tych wyzwań dla duszy. Nie było na to czasu i miejsca wcześniej. Owszem, znaki się pojawiały, czasem jakiś sen, słowa z medytacji, spotkanie, które zastanowiło. Ale taniec życia trwał, pełen radości i lekkich kroków. Kiedy kolory dnia zlewają się w nocne odcienie szarości, a noc trwa i trwa przychodzą różne emocje. Smutek. Strach. Złość. Niezrozumienie. Kolejne wyzwania. Patrzymy na Koło Roku, znane od lat. Wiemy, że to minie. Przesilenie zimowe i pierwsze promienie nowego słońca, jeszcze bardzo delikatne. Pomogą przetrwać zimę, która tak naprawdę dopiero się zacznie. Imbolc. Pierwsze tchnienie wiosny, na którą trzeba będzie poczekać do marca. To ciągle jeszcze wiele tygodni. Wiele długich ciemnych nocy. 

Wracamy więc do Ciemności, nie mogąc przed nią uciec. Otuleni nią, zwracamy się do wewnątrz. Do tych części nas, które domagają się uwagi, a których nie mogliśmy zobaczyć w jasnym świetle dnia. Do snów, które nie pozwalają o sobie zapomnieć. Do tego, przed czym nie da się już schować, bo w ciemności i tak nie możemy trafić do kryjówek, które wcześniej przygotowaliśmy. To nie są plany, które rozpiszemy na miesiące i zadania, które możemy odhaczyć z listy. Bardzo często nie wiemy, że tam w ogóle są. Nie pojawią się też, jeśli będziemy uciekać. Jeśli będziemy na siłę chcieli zostać na zewnątrz. Bo spotkania z Ciemnością są trudne, choć tak potrzebne. Jeśli mamy odwagę stawić im czoła, to ten koc, herbata i Netflix przyniosą nam równowagę. Może coś napiszemy, namalujemy, przeczytamy. Wyśpimy się, a noc przyniesie sny. Przyjdą emocje, na które wcześniej nie było miejsca. Poczujemy je i uwolnimy.

Mój czas Ciemności w tym roku jest wyjątkowo trudny. Jest czasem konfrontacji i akceptacji zmian. Czasem, w którym spadają maski i zasłony, a to co pozostaje to ciemność, pustka i bardzo wiele emocji. Nie widzę w niej jeszcze światła. Wstaję, przechodzę kilka kroków, potykam się, o minione dni, o przeszłość. Odpoczywam, po wielu bitwach. Nie wiem gdzie biegnie droga, ani jaki muszę przebyć dystans. Nie widzę horyzontu, ale czasem widzę gwiazdy. Słyszę nocne zwierzęta. Spotykam wilka, patrzę mu w oczy, znajdując zrozumienie. Potem wschodzi księżyc. Widzę go tylko dlatego, że jego światło odbija się w mieczu, który ciągle mam w ręku.

Decyduję się wstać. Nie wiem kim będę. Ale wiem kim jestem. Wojowniczką, która miecz ma zawsze w pogotowiu, nawet jeśli decyduje się go nie używać. Czarownicą. A czarownica wie. Wie, że Ciemność otula jak Bogini swoim płaszczem. W ciemności powstaje życie. Tak jak dziecko rozwija się w łonie matki, żeby stać się w pełni istotą, a ziarno dojrzewa w ziemi, żeby odrodzić się na wiosnę. Nie ma tam światła, ale jest siła. Jest odpoczynek przed powrotem. Więc nie boję się Ciemności. Przyjmuję ją z zaufaniem, zamykam oczy i idę.

Zdjęcie: http://www.jessicaboehman.com 








piątek, 27 lipca 2018

Zaćmienie Księżyca


Dzisiaj przed nami wyjątkowa noc – zaćmienie księżyca, najdłuższe w tym stuleciu. Zjawisko ważne nie tylko dla nas, czarownic, mających z księżycem więź szczególną. Na wielu stronach przeczytacie dziś o jego astronomicznym pochodzeniu i astrologicznym znaczeniu. Czym było jednak dla naszych przodków? I czym jest dla mnie, czarownicy?

Dawno, dawno temu przede wszystkim budziło lęk. Istniały specjalne mity i opowieści, tłumaczące zaćmienie. W wielu kulturach dzikie i groźne zwierzęta, a nawet demony chciały połknąć księżyc, trzeba było więc odgonić je krzykiem, hałasem, gestami czy ofiarami. Musimy pamiętać, że kiedyś nic nie było oczywiste – ani powrót słońca po zimie, ani powrót księżyca po zaćmieniu – kolor czerwony, pojawiający się podczas całkowitych zaćmień zwiększał dodatkowo niepokój i strach przed nieznanym. Świat na chwilę przestawał iść swoim zwykłym rytmem, porządek zostawał zaburzony.

Niektóre plemiona północnoamerykańskie wierzyły, że księżyc choruje i należy go uleczyć, był to więc czas śpiewania uzdrawiających pieśni. Lubię te mity, ponieważ pokazują pewną współzależność między światem ludzi a światem natury, między dawaniem a przyjmowaniem. Z kolei w Afryce był to moment bitwy między słońcem i księżycem, wykonywano więc tańce mające na celu je pogodzić, a jednocześnie skłóceni członkowie plemienia szukali porozumienia między sobą.

Dzisiaj potrafimy wyjaśnić i przewidzieć zjawisko zaćmienia. Nie przestaje jednak być ono magicznym czasem. Miejsce strachu zajmuje podróż wgłąb siebie i poczucie połączenia z wszechświatem.

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w jednej linii: słońce, ziemia, na której jesteśmy i księżyc w pełni – w jej cieniu i w naszym cieniu. W pewnym sensie widzimy wtedy ciemną stronę księżyca. Ukryte dzieci Bogini stoją w obliczu Ciemności. Tej w świecie ale też tej w nas samych, która jest nieodłączną częścią życia, tak jak noc i dzień, tak jak słońce i księżyc. Patrzymy jej w oczy, czujemy ją na swojej skórze. Akceptujemy. Nawet jeśli na co dzień pozostaje w ukryciu.

W krótkiej chwili przeżywamy też cały cykl śmierci i odrodzenia – księżyc maleje, znika i rośnie, wracając w swojej pełnej, majestatycznej formie. Ale zanim wróci, może wiele nam przekazać. Dobrze więc posłuchać jego ukrytej opowieści i poczuć wszystkie aspekty mocy Bogini. A kiedy  ponownie zalśni swoim blaskiem warto podziękować Jej za to wszystko, co nam przynosi.




                                                                        Zdjęcie: Wikimedia Commons.