czwartek, 31 października 2019

Samhain - opowieść czarownicy

Czarownica mieszała w kotle. Unoszący się zapach był przyjemny, a para ogrzewała wnętrze chaty. 

Dzisiaj dzień uczty. Wcześniej przygotowała ołtarz - z targu przywiozła dynie (kiedyś w końcu będzie miała je też u siebie), z ogrodu zebrała orzechy i jabłka. Ułożyła je w mandalę, tak jak zawsze robiła to wcześniej jej mądra nauczycielka. Uśmiechnęła się do siebie. Kiedyś, jako bardzo młoda czarownica, często nie rozumiała jaki sens mają niektóre nauki i zalecenia. Część z nich zrozumiała z wiekiem, a raczej z każdym obrotem koła roku. Części pewnie nie zrozumie jeszcze długo. Ale wszystko to, było częścią misterów, których się uczyła.

Dziś był szczególny dzień. Dzień Święta Przodków. Magiczny czas. Mieszając w wielkim garze, patrzyła jak to, co do niego wrzuca zmienia swoją konsystencję. Po kolei dodawała wszystkie przyprawy - to też coś, czego się nauczyła. Kolejność ma swój sens. Wzmacnia, uzupełnia, transformuje. Przepis na zupę dyniową nie był skomplikowany. W zasadzie mogła wrzucić wszystko razem i mieszać od czasu do czasu. Tak robiła zazwyczaj, kiedy jesiennie dni były jeszcze pełne codziennego pędu. Ale nie dziś. Gotowanie według starego przepisu było dla niej początkiem rytuału, który skończy się późno w nocy. Czasem świętowała sama, czasem przychodzili do niej przyjaciele. Czasem tylko zapalała świecę w oknie, a czasem - jak dziś - czuła magię w powietrzu od samego rana. Czarne ptaki wielkimi stadami przecinały niebo. Koty mruczały bardziej niż zawsze. 

Dlatego dziś zupa też musiała być inna. Gotowana powoli, była podziękowaniem za czas długiego lata i ciepłej jesieni. Była symbolem transformacji. Cała natura chowała się w podziemiu. Zaczynał się ciemny czas, który będzie mógł rozświetlić tylko blask ognia i bliscy. Życie pod ziemią nie zniknie, tak jak dusze, które odchodzą nie znikają. Odchodzą, aby powrócić, kiedyś, inaczej. Czarownica wiedziała, że nie ma jednej odpowiedzi. Ale ta noc, była wspólna dla tak wielu jej Przodków. I właśnie tej nocy, mogli na chwilę powrócić. Wiedziała, że naleje im mleka. Tym razem roześmiała się na głos - pamiętała, że niektórzy mleka nie wypiją i zawczasu naszykowała najlepszą nalewkę ze swojej spiżarni. Nasypie im kaszy i maku. I upiecze dyniowe ciasto. Lubiła łączyć tradycje. Tego też nauczyła się od swojej nauczycielki - rób tak, jak czujesz. Wtedy to działa.

Wyłączyła palnik. Zaraz przyjdą jej goście. Razem będą świętować Noc Przodków. Zapalą im Ogień. I będą pamiętać. Bo właśnie to liczyło się najbardziej.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz