sobota, 1 lutego 2020

Ogień Bogini Brigid

Imbolc zawsze było moim ulubionym świętem, zwłaszcza kiedy miałam okazję spędzać je w Irlandii. Dla każdego ten dzień jest trochę o czymś innym. Dla jednych to pierwsze święto wiosny, czas powracającego ciepła i zieleni. Dla innych święto świec. A jeszcze dla innych święto Bogini Brigid. Co roku jest trochę inaczej. 6 lat temu w TYM WPISIE pisałam o zimie, mrozie i ziemi, która przechowuje w sobie życie. Dzisiaj nie ma ani śniegu, ani mrozu. Spędziłam dziś w lesie kilka godzin i nie był to ani zimowy ani wiosenny las. Patrzyłam na powalone pnie, zielony mech, bezlistne gałęzie. Nie zima, ale jeszcze nie wiosna. Wróciłam więc do wspomnień, czym zawsze było dla mnie to święto. Zawsze było związane ze światłem i z Boginią Brigid.

Brigid to opiekunka. Przynosi uzdrowienie, daje płomień życia i iskrę twórczości. Stare studnie, których jest patronką, teraz jako święta Brygida, można znaleźć w wielu miejscach na wyspach brytyjskich. Jedno święto Imbolc spędzaliśmy razem z kowenem właśnie przy takiej studni.



Dzisiaj najbardziej przywołuję jej płomień. Zapalę świecę, która zapaliłam kilka lat temu od ognia, płonącego przy studni. Wiem, czym ten ogień będzie dla mnie. Wiem, co ma mi przypomnieć i co we mnie obudzić. Są także rzeczy, których nie wiem i o które zapytam - jak co roku, wpatrując się w misę z wodą, w której płoną małe, unoszące się na wodzie świeczki.

W czasie kiedy wszystko się zmienia, muszę zaufać sobie. Patrzeć w ogień i zaufać światu.

Dobrego Imbolc.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz